.LifeWyjątkowe

Tylko jeden dzień

Listopad 19, 2015 3 komentarze
Paryż

A twoje życie już nigdy nie będzie takie samo.



Witam


Nazywam się… A nie ważne jak się nazywam. Jestem mechanikiem samochodowym. Uwielbiam auta od zawsze i już jako mały chłopak postanowiłem, że właśnie to chcę robić kiedy skończę szkołę. Jestem bardzo uparty i podobno przyjacielski. Nie posiadam nie wiadomo jakich liczb na koncie bankowym, ale nie potrzebuję milionów do szczęścia. Ważne, że po zapłaceniu wszystkich rachunków starcza mi jeszcze na różne dodatkowe przyjemności typu kino, sport, wyjście czasem do jakieś restauracji itp. Mam cudowną rodzinę – żonę i 4-letniego synka, których kocham nad życie i nie potrafiłbym bez nich żyć.

Kiedyś z żoną wprowadziliśmy zasadę, że pomimo wielu obowiązków i nie ważne co by się działo to raz w tygodniu gdzieś razem wyjdziemy i spędzimy razem czas. Ten dzień był jednym z tych dni i będę dźwigał go na swoich barkach do końca mojego życia. Ten dzień był przeklętym dniem.

Szedłem wtedy do pracy na pierwszą zmianę. Nie miałem problemów ze wstaniem rano. Czułem się wręcz nadzwyczaj wypoczęty. Z przyjemnością pojechałem do warsztatu, bo tak naprawdę nawet za bardzo tam nie pracuję. Po prostu to lubię robić. Grzebać w samochodach. Jednak myślami tak i tak dzisiaj byłem kompletnie gdzie indziej. Dlatego, że wieczorem miałem zaplanowane kino i kolację na mieście z osobą, która kocha mnie pomimo wszystkich moich wad, jest matką mojego syna. Osobą, która nigdy mnie nie zawiodła i której całkowicie mogę ufać – moją żoną.

Kiedy skończyłem pracę pojechałem prosto do domu. Zająłem się wszystkim tym co było do zrobienia, żeby wieczorem być obecnym tu i teraz. Bez myślenia o tym, czy moi rodzice dobrze się synem opiekują, czy mieszkanie posprzątane, czy pranie zrobione…

Było około 20:30 kiedy wyszliśmy z domu. Poszliśmy do naszej ulubionej włoskiej restauracji. Byliśmy tam częstymi gośćmi. Ona jak zwykle wyglądała bosko. Długie, ciemne i lśniące włosy. Uśmiech, który zwala mnie z nóg. Figura z powodu której nigdy nie mogłem się za bardzo skupić na jedzeniu i te oczy, które hipnotyzują mnie każdego dnia. I tak już przez parę ładnych lat.

Zajęliśmy swoje miejsca i czekaliśmy, aż podejdzie do nas kelner. Wszyscy się śmiali, rozmawiali, hałasowali, cieszyli się życiem spędzając ten piątkowy wieczór w restauracji „La Casa Nostra” ze swoimi znajomymi, przyjaciółmi, rodziną.

Nie zdążyliśmy nawet złożyć zamówienia, kiedy zaczął się największy koszmar mojego życia. Nagle zaraz obok mnie zaczęły przelatywać kule z karabinu maszynowego. Już nie było śmiechu. Wszyscy zaczęli krzyczeć z przerażenia. Wywracali wszystkie stoły i zaczęli uciekać taranując wszystkie inne osoby niczym stado dzikich zwierząt. Nie uciekałem. Próbowałem przeciskać się przez tłum, żeby znaleźć ją. Ręce mi drżały, a adrenalina podskoczyła mi do takiego stopnia, że do teraz nie wiem jak moje serce to wytrzymało.

Przeciskałem się przez tych wszystkich ludzi z całą moją siłą, czasem nawet w pośpiechu i niewiedzy depcząc rannych leżących na ziemi. Nie dbałem o to. Szczerze miałem to w dupie. Cholernie miałem to wszystko daleko gdzieś. Zależało mi tylko na jednym. Na znalezieniu jej i ucieczce stąd jak najszybciej.

Kiedy napastnicy uciekli i strzały w końcu ucichły, a w oddali było słychać już syreny – w końcu udało mi się ją znaleźć. Zastrzeloną. Bezwładnie leżącą na ziemi. Nie oddychała, a jej dobre serce przestało bić. Nic nie mogłem zrobić.


Piątek 13 listopada 2015 roku – Ten dzień już zawsze będzie dla mnie przeklętym dniem.

Anonimowe wyznanie mieszkańca Paryża






Może dzisiejszy dzień to ostatni jaki mamy, a nawet o tym nie wiemy.
Nie zmarnujmy go.



Zdjęcie: Fred Moore

You may also like

  • Czasmi zastanawiam się czy jest w nas ludziach jakaś granica, której nie jesteśmy w stanie przekroczyć…

  • A co tu taka posucha. Właśnie uprawiam turystykę blogową a tutaj w grudniu zero postów. Zdrówko dopisuje?

    • Zdrówko dopisuje. Mały kryzys twórczy i dużo zmian w moim życiu ostatnio. Z tego powodu też mało czasu miałem na pisanie nowych tekstów, ale nie zapomniałem o blogu. Nie, nie! Już wkrótce mam nadzieję, że wszystko wróci do normy i zacznę znowu pisać. Musi! 🙂